O swoich Erasmusowych wspomnieniach opowiada dziś Pani Ewelina, studentka Wydziału Ekonomii i Zarządzania, która już w lutym rozpoczyna kolejną przygodę na wymianie studenckiej.

Pierwszy raz na program Erasmus wyjechałam w roku 2014, czyli jakieś dwa lata temu. W moim życiu zaszło wiele zmian i dotarło do mnie, że to ostatni moment, żeby gdzieś pojechać – mój ostatni semestr. Wtedy byłam już pewna co chcę w życiu robić i że już na studiach magisterskich będę pracować „na etacie”. Moje plany były sprecyzowane i wydawało mi się, że nic ani nikt nie może ich zmienić. A jednak bardzo, bardzo się myliłam. 

Letni semestr roku 2013/14 spędziłam w Mersin na południowym wybrzeżu Turcji. W okresie tym moje życie stało się trochę bardziej niezorganizowane, ale mimo wszystko piękne. Tu w Turcji nie liczył się czas – bo każdy ma go aż nadto, to tu warzywa ze sklepu pachną tak jak z ogródka u babci, potrawy są przepyszne, a słodycze niesamowicie tanie. Czy czegoś więcej w życiu trzeba? 

Turcja kojarząca się na ogół z brudem i brakiem rozwoju jest całkowicie inna, przynajmniej ze strony tego tureckiego miasta – bo tu każde z miast ma swoją kulturę, tradycję czy potrawy. Mersin jak na tureckie warunki nie jest duże: liczy ok. 1,5 mln mieszkańców (sama Turcja około 80 mln). Na każdym kroku możemy spodziewać się uroczych kafejek, w których wbrew stereotypowi przesiadują zarówno kobiety, jak i mężczyźni (istnieją też całkowicie „męskie” kawiarenki). Oczywiście, starsze kobiety zazwyczaj albo wychowują dzieci, albo pracują, ale czy tak samo nie jest w Polsce?

To w Turcji poznałam wielu ludzi o poglądach nieraz szokujących („Nie chcesz przejść na Islam?”), których mimo wszystko zapamiętam jako życzliwych, chętnych do postawienia herbaty, kawy czy zaproszenia na obiad. Poznałam również wielu nowoczesnych Turków, a ich liberalne myślenie szokowało bardziej niż religijność (lubiący imprezować, szaleni podróżnicy czy ekolodzy Greenpeace). Nie wróciłam może bardzo odmieniona, ale nie oszukujmy się, niemal pół roku w innym miejscu zmienia człowieka, jego myślenie i stosunek do wielu rzeczy.

W ubiegłym roku akademickim rozpoczęłam studia magisterskie – jako osoba skrupulatna, zanim podjęłam decyzję o wyborze uczelni zrobiłam mapę myśli: gdzie i na jakie pójść studia i co dalej z tym życiem zrobić. Zostałam na Politechnice – co zaszkodzą mi dwa lata więcej w Opolu? Przecież miasto dobrze znam i lubię, tu mam przyjaciół (których na Erasmusie bardzo mi brakowało), rodzinę i … mamine pierogi! Jednak już w październiku doszłam do wniosku, że warto byłoby gdzieś wyjechać skoro i tak studiuję dziennie. Na liście pojawiła się Grecja. „No to chyba czas odkryć kolebkę cywilizacji”- pomyślałam planując przełomowe odkrycie przyczyn greckiego kryzysu. Jak postanowiłam, tak też zrobiłam – w lutym 2015 roku razem z dwoma innymi studentkami z naszej uczelni rozpoczęłam studia w Patras na półwyspie Peloponez.

Brzmi pięknie i też pięknie jest na zdjęciach, albo kiedy świeci słońce. Niestety trafiła się nam najzimniejsza i najbardziej wietrzna wiosna od dziesięcioleci, a ogrzewanie w akademiku mieli tylko nieliczni studenci. Jeśli chodzi o grecką mentalność, to nie jest zbyt łatwa w obejściu (o dżentelmenach możemy zapomnieć). Ponadto trzecie co do wielkości miasto Grecji nie do końca okazało się być centrum rozrywek i zabawy, ale to tam udało mi się docenić czym jest przyjaźń, czym jest posiadanie kogoś bliskiego i jak sobie radzić, kiedy w Polsce dzieje się coś z czym nic nie możesz zrobić ze względu na odległość. Pobyt w Grecji pozwolił ponadto na podróżowanie. Spośród wszystkich miejsc jakie udało mi się zobaczyć (Ateny, Saloniki, Rodos, Kreta) moim faworytem zostaną Saloniki- miasto, które żyje, ludzie są otwarci i przyjemni. Niestety, nie udało mi się odwiedzić Santorini- które jest nazywane turystyczną perełką Grecji.

all

Pomimo perspektywy czasu ciężko mi ocenić, który wyjazd wniósł więcej do mojego życia, ale jestem pewna jednego: chcę od życia czegoś innego niż chciałam wcześniej i wiem, że warto nie tyle zobaczyć, co poznać świat, póki jeszcze mamy szansę. Dlatego w ostatnim semestrze spróbuję swoich sił w Pradze- ahoj przygodo!

Zapraszamy również na bloga Pani Eweliny, w którym opisuje swoje podróżnie – nie tylko te Erasmusowe: https://wposzukiwaniu.pl/